„Nie czekaj, pora nigdy nie będzie idealna”
Skąd wziął się pomysł na spędzenie Sylwestra w Chorwacji i dlaczego właśnie tam? Dawno, dawno temu kupiliśmy mały, rodzinny samochód. Byliśmy z tego tak dumni, że postanowiliśmy odbyć nim podróż do kraju, w którym został wyprodukowany. I tak właśnie chwilę później obudziliśmy się w namiocie na polu kempingowym pod Barceloną 😊
Całkiem niedawno bo w październiku 2021 roku kupiliśmy małą rodzinną przyczepę kempingową. Byliśmy z tego tak dumni, że postanowiliśmy wyjechać nią na dłuższy urlop. Myśleliście, że do miejsca wyprodukowania? Oj nie tam zdecydowanie było za zimno. Mając na uwadze grubość ścian w przyczepie, zamiłowanie Marty D do ciepła oraz odległość, padło na Chorwację, a dokładnie jej południową część.
Podróż z przyczepą kempingową do Chorwacji
Po wybraniu jednego z nielicznych otwartych kempingów w południowej części Chorwacji, zakupieniu potrzebnych winiet oraz wlaniu do dziury 351 zł ,dnia 27 grudnia 2021 roku o godzinie 8:30, Wiktor D wcisnął pedał gazu i rozpędził machinę do prędkości 80 km/h. Ten jakże ważny moment nazwaliśmy początkiem wielkiej przygody. Trochę mniej ekscytacji można było zaobserwować w drugim rzędzie (no ale to w końcu miejsca w drugim rzędzie 😊). Po drodze zgarnęliśmy jeszcze przyjaciół z własną przyczepą ażeby móc popatrzeć na twarze osób, które były równie podekscytowane wizją dwudniowej podróży w samochodzie.
Do przejechania mieliśmy 1500 km, więc żeby było sprawiedliwie, podzieliliśmy po równo i tak po 750 przejechanych kilometrach dotarliśmy do Austrii. Nie pamiętamy dokładnie, o której godzinie byliśmy na miejscu ale wiemy, że już byliśmy w tropikach. Z temperatury -18 zjechaliśmy do około -3. Włączyliśmy ogrzewanie w naszych domach na kółkach i udaliśmy się do pobliskiej restauracji. Po okazaniu kodów kwalifikujących nas do zjedzenia ciepłego posiłku, napełniliśmy brzuchy całkiem znośnym jedzeniem i ruszyliśmy do nagrzanych do 13 stopni C przyczep na zasłużony odpoczynek.
Następnego dnia o godzinie 7:00 obudził Nas dzwonek alarmu, przypominający jakby klapnięcie drzwiami od tira. Wychyliliśmy nosy spod kołdry zerkając na wskaźnik temperatury w przyczepie. 20 stopni C pozwoliło Nam na swobodne zjedzenie śniadania. Wiktor D tuż po nim, dumnie zaparzył kawę dla wszystkich, w swojej nowej kawiarce, którą o dziwo ponoć otrzymał prosto z Laponii.
W drogę ruszyliśmy o godzinie 8:00. Zanim dotarliśmy do Chorwacji udało nam się nakarmić samochód 48l paliwa za zawrotną cenę 8,27 zł za litr. Dla porównania w Polsce dzień wcześniej za ten sam litr zapłaciliśmy 5,85 zł. W tym właśnie momencie zrodził się pomysł, aby rejestrować wszystkie wydatki związane z podróżą (zestawienie kosztów podróży do Chorwacji). Przejeżdżając przez Słowenię, powspominaliśmy czasy kiedy było Nam dane spędzić tam ponad tydzień.
Chorwacja przywitała Nas bez najmniejszych kolejek na granicy, ale za to kazała sobie słono zapłacić za autostradę. Po przejechaniu kolejnych 750 km, o godzinie 20:30 nawigacja ogłosiła wszem i wobec „jesteś u celu”.
Kemping Stobreč w Chorwcji
Podchodząc dumnym krokiem do recepcji Kempingu Stobreč Split https://www.campingsplit.com, podaliśmy nazwisko oraz numer rezerwacji oczekując na wskazanie nam naszych parceli. Nagle usłyszeliśmy „Państwa rezerwacja została anulowana. Mieliście przyjechać wczoraj”. Wiktor D przybrał barwy swojego kraju i po męsku zorganizował Nam równie piękne i wygodne miejsce do rozbicia obozu. Po ustawieniu przyczep w pozycji umożliwiającej spanie bez zbędnego turlania udaliśmy się na nocną drzemkę.
Pierwszy dzień pobytu w Chorwacji (oficjalnie nazwany pierwszym dniem urlopu) spędziliśmy na organizowaniu obozu (brzmi to znacznie lepiej, niż wyglądało). Dzieci zwiedzały kemping, a my wyciągaliśmy wszystkie potrzebne i nie potrzebne rzeczy, budując wokół siebie obóz, który miał nam służyć przez kolejne 10 dni. Zabraliśmy też ze sobą rowery (dla każdego po sztuce). Wystarczyły by te dwa dla dzieci bo naszych nawet nie zdjęliśmy z przyczepy.
Kemping Stobreč Split zapewnił Nam wszystko czego potrzebowaliśmy. Stanowisko było wyposażone w prąd, wodę oraz zrzut wody szarej, w związku z tym nie musieliśmy myśleć o przyziemnych sprawach. Za to w małym spa nad samym Adriatykiem mogliśmy przenieść się do prawdziwych tropików. Przy około 100 stopniach C, które zapewniła Nam sauna, prowadziliśmy mniej lub bardziej zagorzałe dyskusje, przypominając co chwilę Naszym pociechom, że jacuzzi to nie basen. Opuszczając to wspaniałe i ciepłe miejsce z zadowoleniem mijaliśmy salę ćwiczeń, wiedząc, że gdybyśmy tylko chcieli możemy z niej swobodnie skorzystać. Jak się pewnie domyślacie, przechodziliśmy koło niej jeszcze kilka razy 😊.
Kąpieli zażywaliśmy w pobliskich sanitariatach. Tam też można było w ciszy i spokoju pomyśleć o ważnych sprawach oraz wykonywać codzienne czynności, które to miały przejąć dzieci (taki był plan). Woda była i była ciepła. Na terenie kempingu znajdowała się restauracja, w której można było (bez wstępnej kwalifikacji) zjeść, napić się i miło spędzić czas w tak zacnym gronie.
Pogoda
Pogodę mieliśmy piękną. Pogodynki zapowiadały słońce i ok. 14 do 16 stopni C w cieniu. Co jakiś czas pogoda (mniej optymistyczna w telefonie u Marty D, bardziej w Iphone kolegi Piotrka) straszyła deszczem, ale tylko na straszeniu się skończyło. Odczuwalna temperatura była jeszcze wyższa jak dzwoniliśmy do Polski, a rodzice zdawali relację jak wygląda to u nich. Ze względu na to, że wieczorem i w nocy temperatura spadała do kilku stopni zaopatrzyliśmy się w przedsionki (namioty), które wieczorem sobie ogrzewaliśmy. Dały one nam dodatkową przestrzeń oraz były dla nas miejscem spotkań w chłodne wieczory.
Do Chorwacji jednak nie przyjechaliśmy siedzieć na kempingu. Chcieliśmy też coś zobaczyć i tak też zrobiliśmy.
Zwiedzanie Chorwacji
Stobreč
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od miasteczka przy Naszym kempingu Stobreč. Nie zapuszczaliśmy się specjalnie daleko. Zwiedzaliśmy raczej okolice. Jak to zwykle bywa w Chorwacji wszędzie można znaleźć piękne widoki, ale nie jest to punkt na mapie, który koniecznie trzeba odwiedzić. Jest bardzo mała ilość chodników do spacerowania czy biegania co utrudnia wyjścia z dzieciakami. Nie ma też ścieżek rowerowych dlatego też Nasze rowery nie zostały rozpakowane. Bez wątpienia miasteczko ma swój urok oraz przepiękne widoki. Udało Nam się znaleźć miejsce do grania w bule 😊 w związku z tym postanowiliśmy to wykorzystać.
Split
Kolejnym miastem na naszym punkcie był Split. Pogoda była słoneczna, wyśmienita do chodzenia po ciasnych ale pustych uliczkach. W porównaniu do sezonu letniego czuliśmy się jakbyśmy byli tam sami. Na głównym deptaku tuż przy porcie rozstawione były budki bożonarodzeniowe gdzie można było się napić grzanego wina i coś przekąsić. Przy takiej pogodzie ciężko było uwierzyć, że to okres świąteczny. Zwiedzanie Splitu postanowiliśmy zakończyć pobytem w restauracji polecanej przez Makłowicza (teraz już wiemy, że to właśnie restauracje zniszczyły Nasze plany na wyjazd niskobudżetowy 😊 ).
Park Narodowy Krka
Nie wszystkie nasze podróże, a raczej ich większość były zaplanowane. Dzięki temu udało Nam się zobaczyć parę ciekawych miejsc. Jednym z nich był Park Narodowy Krka https://www.npkrka.hr. Park ten postanowiliśmy zwiedzić jadąc w kierunku innej atrakcji. Bardzo dobre miejsce na spacer z możliwością podziwiania wodospadów mniejszych i większych.
Źródła Rzeki Cetina
Atrakcją, do której udaliśmy się po Parku Narodowym Krka było zobaczenie Źródła Rzeki Cetina. Miejsce przepiękne. Samochodem dojeżdżasz do samego źródła gdzie jest mały parking oraz zbudowany pomost, abyś mógł podziwiać je z góry. Obok parkingu znajduję się również cerkiew z 1939 roku.
Dubrovnik
Po paru dniach spontanicznych wypadów i snucia się po kempingu postanowiliśmy ruszyć na bardziej zaplanowaną wycieczkę do Dubrovnika. Jako, że mieliśmy do przejechania 238 km, ok 3 godzin jazdy samochodem (bez przyczepy), postanowiliśmy, że noc spędzimy w Dubrovniku.
W przypadku tej podróży trzeba pamiętać o zabraniu paszportów gdyż ta część Chorwacji przecięta jest przez Bośnię i Hercegowinę (Chorwaci budują piękny most, ale w tym czasie jeszcze nie można było z niego skorzystać).
Jedno jest pewne zwiedzanie takich miejsc poza sezonem nabiera innego wymiaru. Dubrownik szarpnął nam za kieszenie, ale zostawiliśmy tam również Nasze serca😊. Poruszaliśmy się głównie po części otoczonej murem. Warto wybrać się na przejście po murze, chociaż tutaj trzeba nastawić się na wysoką cenę biletów. Dodatkowym punktem, który warto odwiedzić jest Wzgórze Srđ, na które można dostać się kolejką lub dojechać samochodem. Warto odwiedzić tamtejsze muzeum.
Pomnik Mill of Wind,War
W drodze powrotnej postanowiliśmy jeszcze zobaczyć pomnik Monument Mill of Wind, War. Pomnik stoi na wzgórzu, z którego rozciągają się przepiękne widoki.
Nasz wyjazd dobiegał końca więc trzeba było pomyśleć o prezentach dla najbliższych. W tym czasie postawiliśmy na owoce (pomarańcze, cytryny, figi, mandarynki). To piękny czas kiedy prawie w każdym przydomowym ogródku można podziwiać wiszące na drzewach pomarańczowe i żółte piłeczki😊
Makarska
Po załadowaniu paru kilogramów do auta zahaczyliśmy o słynną miejscowość Makarska. Tam też wypełniliśmy brzuchy ciepłym posiłkiem za połowę ceny jaką musieliśmy zostawić w Dubrovniku za podobny obiad. To miasteczko żyje turystyką. Niektóre ulice przypominały Nam polskie nadmorskie klimaty 😊 . Tutaj też było zdecydowanie więcej osób.
Powrót zwieńczyliśmy w „osiedlowej” restauracji gdzie rozpętaliśmy niezła wojnę.
Kolejny dzień miał być dniem odpoczynku i snucia. Nie udało się😊 Poniosło nas do Splitu a dokładnie na Fortress Klis https://www.tvrdavaklis.com skąd rozciąga się widok na miasto.
Planowaliśmy zwiedzić też podziemia Pałacu Dioklecjana. Niestety w Chorwacji muzea w środy są zamknięte, a następnego dnia wypadało święto wiec się nie udało (no cóż, będzie po co wracać😊).
Wyjazd z Chorwacji
Dzień „organizacyjny”😊 przypadał na czwartek więc poszliśmy do naszego mini SPA, na obiad do restauracji i wtedy zaczęliśmy (po ciemku) organizować się.
Jako team, gdzie dwoje zasuwa i dwoje leży i nadzoruje wyznaczyliśmy czas zwinięcia obozu w 30 minut. Nie udało się, zajęło nam to 45 minut (ten jakże wspaniały czas w przyszłości zamierzamy pobić). Tego dnia plany organizacyjne miała popsuć nam pogoda, ale bardziej optymistyczna z Iphona wygrała i obeszło się bez deszczu.
Piątek (dzień wyjazdu) przywitał nas ostrzejszym powietrzem ale tez pięknym słońcem. Z małymi przygodami natury technicznej oraz po zrobieniu pamiątkowego wyjazdowego zdjęcia ruszyliśmy w drogę powrotną o godzinie 9:30.
Następnego dnia, wieczorem, nasz skandynawski przyjaciel przywitał Nas w domu…
Całą relację z Naszej podróży możesz również zobaczyć na Naszym kanale YouTube
0 komentarzy